ADHD a punktualność — dlaczego nigdy się nie spóźniam?

ADHD a punktualność — czy jedno wyklucza drugie? W mojej historii bycie zawsze na czas długo oznaczało napięcie, zapasy czasu i wysiłek, którego nikt nie widział.

Kiedy miałam się spóźnić do szkoły, a zdarzało się to dość często, bo zatrzymywały mnie sprawy znacznie większej wagi niż przyziemne i banalne pakowanie tornistra, szłam na wagary.

Nie żebym jakoś szczególnie lubiła chodzić na wagary. Po prostu bardzo nie lubiłam się spóźniać.

Nie lubiłam tego momentu, kiedy otwierasz drzwi do klasy i nagle wszyscy patrzą na ciebie. Nauczyciel oczywiście musi coś powiedzieć. Wszystko jedno co, ale musi. A ja przecież nie chciałam być w centrum uwagi. Chciałam sobie po prostu cicho usiąść i wrócić do myślenia o tym, co mnie akurat interesowało. Prawdopodobnie nie o tym, o czym była lekcja.

Czy osoby z ADHD zawsze się spóźniają?

Dzisiaj, ile razy mówię komuś, że mam ADHD, tyle razy słyszę:

„Ale jak to? Przecież ty się nigdy nie spóźniasz!”.

Kiedyś to pytanie doprowadzało mnie do szału. Teraz nawet je lubię. Jest świetnym punktem wyjścia do rozmowy o tym, jak bardzo nasze wyobrażenia o ADHD potrafią rozmijać się z rzeczywistością. A to jest aktualnie moja życiowa misja: edukować, edukować, pomagać.

Bo nie wszystkie osoby z ADHD się spóźniają.

Niektóre ze wstydu i rozczarowania sobą po prostu nie przychodzą.

ADHD u dziewczynek: kiedy sukcesy zasłaniają trudności

Ja bardzo szybko zorientowałam się, że znacznie łatwiej niż wyjść z domu na czas jest mi obliczyć, jak uzyskać frekwencję na poziomie 51%, wstrzelić się w terminy sprawdzianów, do których bez większego problemu nauczę się pod presją czasu, oczywiście nie przesypiając przy tym nocy, a następnie odwalić jakiś gwiazdorski popis, zaskakując siebie i wszystkich dookoła wygraną w konkursie.

Na koniec jeszcze wykonać jakieś prace społeczne, zaangażować się w wydarzenie charytatywne, przez chwilę być częścią zmieniania świata na lepsze i w ten sposób, piruetem z podwójnym saltem, wylądować na koniec roku z całkiem przyzwoitym świadectwem i wzorowym zachowaniem.

Wszystko to wydawało mi się prostsze niż zwyczajne, codzienne chodzenie do szkoły.

I właśnie w ten sposób trafiłam do szuflady niezdiagnozowanych dziewczynek z ADHD. Do szuflady, w której dobre oceny, sukcesy i umiejętność wyciągania się z najgorszych tarapatów skutecznie zasłaniają fakt, że jest ci zwyczajnie bardzo, bardzo trudno.

Bo skoro sobie radzisz, to w czym właściwie problem?

A że kosztuje cię to nieproporcjonalnie dużo wysiłku? Że nie śpisz po nocach? Że proste rzeczy bywają niewykonalne, podczas gdy teoretycznie trudne przychodzą ci z zadziwiającą łatwością?

Cóż. Najważniejsze, że świadectwo się zgadza.

ADHD a punktualność: ile kosztują strategie kompensacyjne?

Ale wróćmy do spóźniania.

Dlaczego właściwie się nie spóźniam? A przynajmniej takie sprawiam wrażenie.

Odpowiedź jest prosta. Nie dlatego, że mam świetne poczucie czasu, doskonałą organizację i naturalną zdolność planowania. Wręcz przeciwnie. Jako osoby z ADHD stosujemy przeróżne strategie kompensacyjne. Ja w pewnym momencie po prostu byłam wszędzie za wcześnie.

Jeśli miałam o trzynastej ważne spotkanie, od rana byłam w gotowości. W napięciu. Gotowa do skoku, zanim jeszcze zdążyłam wypić pierwszą kawę.

W głowie analizowałam wszystkie możliwe czarne scenariusze. Korki, awarię samochodu, konieczność zjazdu z trasy, zgubione klucze, niespodziewany telefon. Do każdego dodawałam odpowiedni zapas czasu, a potem jeszcze trochę zapasu na wypadek, gdyby zapas okazał się niewystarczający.

W efekcie na spotkanie o trzynastej potrafiłam dotrzeć o dwunastej piętnaście, po drodze tracąc pół dnia na przygotowania do tego, żeby przypadkiem się nie spóźnić.

I z zewnątrz wyglądało to fantastycznie.

Oto odpowiedzialna, punktualna, doskonale zorganizowana kobieta.

Tylko że nikt nie widział, ile mnie ta punktualność kosztuje.

A przynajmniej tak było kiedyś.

Dzisiaj, kiedy lepiej rozumiem, jak działa mój mózg, nie muszę już z nim bez przerwy walczyć. Mogę zacząć z nim współpracować.

I chyba właśnie o tym chcę tutaj pisać.

Nie o tym, jak naprawić człowieka z ADHD, żeby wreszcie zaczął funkcjonować tak jak wszyscy. Raczej o tym, jak przestać całe życie próbować naprawiać coś, czego wcześniej nawet nie rozumieliśmy.

Bo czasami to, co z zewnątrz wygląda na naszą największą zaletę, jest po prostu bardzo dobrze wyćwiczonym sposobem radzenia sobie z trudnością, której nikt nigdy nie zauważył.

A przynajmniej tak było kiedyś.

Dzisiaj, kiedy trochę lepiej rozumiem, jak działa mój mózg, coraz rzadziej próbuję go przechytrzyć, a coraz częściej staram się z nim współpracować. Nie zawsze mi wychodzi. Nadal zdarza mi się poświęcić absurdalnie dużo energii na rzeczy, które innym przychodzą bez większego wysiłku. Tyle że teraz przynajmniej wiem, na co tę energię wydaję.

I chyba właśnie dlatego chcę pisać o ADHD.

Bo przez lata słyszałam, że jestem zdolna, ale leniwa. Zorganizowana, ale chaotyczna. Odpowiedzialna, ale tylko wtedy, kiedy mi zależy. I długo nie przychodziło mi do głowy, że wszystkie te sprzeczności mogą być częścią jednej historii.

Chciałabym, żebyśmy przestali oceniać trudności innych ludzi wyłącznie po tym, jak dobrze udaje im się je ukrywać.

Bo jeśli ktoś się nie spóźnia, nie oznacza to jeszcze, że nie ma problemu z czasem. Jeśli ma dobre oceny, nie oznacza to, że nauka przychodzi mu łatwo. A jeśli świetnie sobie radzi, być może warto czasem zapytać, ile go to kosztuje.

Dlaczego teraz uczę się spóźniać

A ja?

Dzisiaj, kiedy trochę lepiej rozumiem, jak działa mój mózg, staram się z nim współpracować, zamiast bez przerwy z nim walczyć. Nie zawsze mi wychodzi, ale przynajmniej coraz częściej potrafię zauważyć, kiedy moje strategie radzenia sobie z trudnościami zaczynają być większym problemem niż same trudności.

I dlatego teraz uczę się spóźniać.

Tak, dobrze czytacie. Osoba z ADHD, która całe życie panicznie bała się spóźnień, teraz świadomie uczy się spóźniać.

Oczywiście tam, gdzie moje spóźnienie niczego nie zmienia i nikogo nie krzywdzi. Uczę się, że nie każda minuta wymaga planu awaryjnego, nie każde wyjście z domu musi być operacją logistyczną, a świat naprawdę nie zawali się tylko dlatego, że pojawię się gdzieś pięć minut później.

Bo może wcale nie muszę być zawsze na czas. Może wystarczy, że będę na czas wtedy, kiedy to naprawdę ważne.

Ale na lotnisku?

Na lotnisku zawsze będę dwie godziny wcześniej, a w walizce będę miała zapasowe pięć par majtek, nawet jeśli lecę tylko na weekend.

Percepcja czasu u dorosłych z ADHD — badania

Interesuje Cię temat i chcesz poczytać więcej? Trudności z postrzeganiem i szacowaniem upływu czasu u osób z ADHD nie są wyłącznie subiektywnym doświadczeniem. Badania naukowe wskazują na różnice w przetwarzaniu informacji czasowych między osobami z ADHD a osobami bez tego rozpoznania.

Więcej na ten temat można przeczytać w przeglądzie badań naukowych dotyczącym percepcji czasu u dorosłych z ADHD.

Tu ciekawe badania na ten temat:

Przegląd badań dotyczących percepcji czasu u dorosłych z ADHD

Nie oznacza to oczywiście, że każda osoba z ADHD musi się spóźniać. Czasem trudności z czasem są znacznie mniej widoczne niż samo spóźnienie.

Więcej o mojej pracy i doświadczeniu znajdziesz na stronie O mnie — Joanna Golanski.

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *