Wszystkich Świętych to czas refleksji

Jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, że ja mogę się starzeć. Nic mnie nie tknęło, kiedy zorientowałam się, że kremy „under twenty” nie są adresowane do mnie i musiałam zmienić serię 20+ na 25+.

Zero podejrzeń, kiedy babka Croppa uznała, że nie należę już do ich grupy docelowej i nie dała mi ulotki.

Nic, kiedy moje wiecznie-robiące-zamęt-dziecko oznajmiło wytatuowanej kasjerce z piercingiem: „Wie pani, że moja mama też kiedyś była taka szalona…? Też nosiła takie kolczyki w twarzy, a jeden miała nawet w języku? Oczy też malowała taką ciemną kreską”.

Kasjerka spojrzała wtedy na mnie, a że była 7.40, widok przedstawiałam raczej opłakany. Stałam z włosem oklapłym, ze świecącym nosem i z tymi moimi porannymi, fioletowymi sińcami pod oczami. Kasjerka pobladła, dostrzegając najwidoczniej w mojej twarzy swoją twarz w przyszłości. Czułam się jak duch nadchodzących świąt z „Opowieści Wigilijnej”, patrzyłam więc tylko przepraszająco, że jestem przyszłością tak rozczarowującą, jednocześnie próbując zasłonić połą kurtki plamę od kawy na za dużej bluzie od dresu.

Kiedy wychodziłyśmy, dziewczyna miała już łzy w oczach. Więcej jej nie widziałam.

Ale nawet wtedy nie przyszło mi do głowy, że to starość tak z człowieka wyłazi, w tym braku piercingu i mocnej kreski.

Zresztą, jak niby miałabym być stara, skoro ja nawet nie jestem dorosła? Przecież siadam czasem na balkonie i tak się zastanawiam, kim zostanę, jak już będę dorosła. Kiedyś myślałam, że gdy to nastąpi, będę miała co najmniej z metr siedemdziesiąt. Trochę zaczynam w to wątpić, bo muszę jeszcze urosnąć jakieś 6 cm, ale nie tracę nadziei. Czasem myślę, że jak będę dorosła, to zostanę kimś ważnym – to mogłoby być fajne. Albo aktorką. Piosenkarką raczej nie, tak naiwna nie jestem. Może kierowcą ciężarówki? Nie podejmuję ostatecznej decyzji, bo takie kwestie trzeba dogłębnie przemyśleć, a ja mam przecież jeszcze dużo czasu.

Niestety, są na świecie ludzie, którzy pewne rzeczy uświadamiają ci w sposób dość brutalny. Kiedy poszłam kupić karnet na siłownię, przeczytałam, że na legitymację studencką oferują zniżki. No i były, jak w SKM-ce, do 26. roku życia. Pani dość obcesowo wytłumaczyła mi, że mogę sobie studiować, ćwiczyć i robić, co chcę, aby zatrzymać złudzenia, ale jak się kończy 26 lat, to się jest już dorosłym i trzeba za to płacić.

Najgorsze jest to, że różnica w cenie karnetu wynosiła 10%, czyli 12,90 zł. Więc ona mnie za pieprzone 12 zł i 90 gr pozbawiła złudzeń. Złudzeń pielęgnowanych latami.

Komentarze