Jak zaimponować dziecku

Wypełzłam z łóżka i zaczęłam sunąć w kierunku szafki z kawą. Już z parującym kubkiem obudziłam Sylwię, tłumacząc – jak w każdy piątek – że czterodniowy tydzień szkolny może i jest dobrym pomysłem, ale trzeba go przedyskutować na poziomie ministerialnym, a nie w dwuosobowym gronie w sypialni. A dopóki nowy system szkolnictwa nie zostanie oficjalnie wprowadzony, Sylwia musi wstać i się ogarnąć.

Sama też muszę się ogarnąć. Na tym etapie poranka jestem ikoną naturalizmu: spod bawełnianych szortów rozlewa mi się cellulit, a za duży, stary T-shirt mojego męża mógłby stać się symbolem zaniku jakości w przemyśle tekstylnym. Nie pamiętam już, jaki superbohater znajdował się na nim. Mógł to być Spiderman albo Ironman – dziś już nie da się ustalić. Znikam w łazience, aby po chwili pojawić się w nowym, dziennym wydaniu.
– Wow, matko, ty mnie kiedyś musisz nauczyć tych sztuczek. Jak z takiej – przepraszam cię za wyrażenie, ale bądźmy szczerzy – rozlazłej matki w pięć minut wyglądać całkiem, całkiem za pomocą tych wszystkich elastycznych majtek, podciągaczy i opinaczy!

Chcę jej coś odpowiedzieć. „Sama taka jesteś trochę rozlazła”. Albo lepiej: „Twoja stara jest rozlazła”. Ale nie mówię. Dobrze jest być autorytetem dla dziecka, nawet jeśli jesteś autorytetem w maskowaniu cellulitu.

#matkaautorytet #matkarozlazła #chybatwojastara#podciągaczeopinacze

Przestępczość zorganizowana na ulicach Trójmiasta – zobacz zdjęcia.

Mam na osiedlu gang. Zorganizowaną grupę przestępczą. Czasem chodzą w piątkę – trzech chłopców i dwie dziewczyny. Po 21.00 chodzą już w czwórkę – widać Rudemu stara nie pozwala włóczyć się po zmroku. Są chuliganami i bandziorami, a przynajmniej na takich starają się wyglądać. Niespecjalnie im to jednak wychodzi i – jak większość trzynastolatków – stają się raczej komiczni.

Read More

Share Week 2017

Share Week 2017

Jeszcze się załapałam na tegoroczny Share Week. Jest to impreza organizowana przez Andrzeja Tucholskiego i polega na tym, aby podzielić się listą blogów, które namiętnie czytamy i które bardzo lubimy.

Moja lista jest zdecydowanie dłuższa niż trójka przewidziana przez Andrzeja, więc podzielę ją na blogi będące na podium oraz te znajdujące się poza podium.

Jako czytelnik jestem wierna jak pies z kulawą nogą – moje związki z blogerami są dłuższe niż niejedno moje małżeństwo.

Read More

O Filipie. Przypowieść o priorytetach.

Problem zgubienia dziecka wydaje mi się raczej abstrakcyjny. Mojego dziecka nie da się zgubić. Gdyby Sylwia oddaliła się na więcej niż 10 metrów, o jej nieobecności zaalarmowałaby mnie głucha cisza, przerwa w potoku wypowiadanych słów i nagle urwany filozoficzny wywód o wpływie superdrogich flamastrów pędzelkowych na jakość merytoryczną projektu literackiego.

To zdecydowanie nie jest mój problem. Sylwia, której zniknę z pola widzenia, tak głośno i stanowczo krzyczy: „Mamo!”, że niejeden zaalarmowałby Ośrodek Pomocy Terroryzowanym Rodzicom, gdyby taki ośrodek istniał. 

Jednak czasem, kiedy jestem w galerii handlowej, a głos obwieszcza z głośników, że czteroletni Filip czeka na rodziców w punkcie informacyjnym, moje matczyne serce przeszywa bolesny skurcz. Współczuję rodzicom, którzy w panice spędzili ostatnie minuty prawdopodobnie na desperackim biegu między regałami, panicznym pędzie alejką z sukienkami, zaglądaniu do przymierzalni i nagabywaniu przypadkowych ludzi, czy nie widzieli ich potomka.

Tak było i dzisiaj, kiedy przepełniona klientami galeria poinformowana o odnalezionym dziecku. „Czteroletni Filip oczekuje na rodziców w punkcie informacyjnym na parterze” – oznajmił ciepły głos w głośniku. Mężczyzna obok mnie odłożył na półkę Air Maxy, które właśnie oglądał, klepnął się w głowę jak człowiek, któremu umknęło bardzo banalne słowo, i choć miał je na końcu języka, nie był w stanie niczego wyartykułować. „Ach, Filip!” – szepnął i ruszył w kierunku schodów prowadzących na parter.

#parentingnaluzie #achtenFilip #butysąważne

Utopiłam dziecko w popkulturze

Tę piękną grafikę przygotowałam wraz z moją ulubioną graficzką, ale nie wiem czy chciała zostać podpisana nazwiskiem.

 

W dzieciach najbardziej nie lubię Świnki Peppy. Świnka Peppa jest nieodłącznym atrybutem dziecka. Naturalnie na początku przygody z rodzicielstwem, kiedy wszyscy staramy się być superekstrarodzicami, nauczyłam się chrumkać perfekcyjnie tak samo jak główna bohaterka tego animowanego serialu. Co więcej – upolowałam w Lidlu kolekcję piżam z Peppą i Dżordżem i cierpiałam z godnością. Do dzisiaj nie rozumiem jednak, dlaczego Tata Świnka jest taką straszną pizdą, a Mama Świnka zasuwa z dzieciakami, w pracy i w ochotniczej straży pożarnej i nie każe mu dorosnąć.

O ile dobrze pamiętam, chodziłam wtedy po świecie i opowiadałam, jak to moje rodzicielstwo jest pozbawione telewizora, jak poświęcamy czas pracom manualnym, edukacji, rozwojowi i kreatywnym zabawom. Powiem Wam jednak w tajemnicy, że to nie była prawda; ja po prostu nienawidzę strażaka Sama i wiecznie niegrzecznego pociągu, któremu na koniec i tak się upiecze. Tylko przez tę nienawiść moje dziecko mogło rozwijać swoją kreatywność, gdy sprawdzało, które elementy zabawki da się zaaplikować do nosa i jak zrobić sobie zabawki z kotów kurzu, mając maksymalnie ograniczony dostęp do mediów. Nawet teraz, kiedy próbuję sobie odtworzyć repertuar, jaki zgotował dla mnie producent filmów dla trzylatków, czuję niepokój podobny do tego, który pojawia się, kiedy ktoś przejedzie paznokciami po tablicy.

Read More

Jak zaplanować walentynki i po co nam dzieci.

– Wiesz, mamo, jedna ryba jest pod pieńkiem, druga za liśćmi, trzy trzymają się razem, ostatniej nie widzę, ale za chwile znajdę.
Wyciągam rękę spod kołdry, podnoszę kciuk, pokazuję lajka i staram się zasnąć. Do szóstej zostało jeszcze dwadzieścia minut. Tysiąc dwieście ciepłych sekund bez tych wszystkich zagrożeń czających się poza łóżkiem.
– Litości – błagam. – Daj mi jeszcze chwilę.
– A, spoko, możesz sobie spać. Ja dzisiaj nie idę do szkoły. Teraz jestem akwarystką, a nie jakąś tam uczennicą – oświadcza Sylwia bez cienia wahania.

Read More

O moich osiągnięciach w budowlance i sławie.

image2

Nie bardzo mogę opowiedzieć Wam coś ciekawego, bo ostatnimi czasu siedzę w pracy nie tak normalnie, że tylko ja i mój komputer, czyli tak, jak trzeba, ale w takiej szalonej konfiguracji, jakby trójkącie. Występuję ja, mój komputer i jakiś inny człowiek. Nie wpływa to najlepiej na moją blogerską płodność, bo kiedy chcę napisać, że jaja straszne, widzę, że ta osoba odświeża ekran i sprawdza, czy już, czy już została gwiazdą wpisu. To niby dobrze robi na statystyki bloga, bo jest 360 wejść w ciągu godziny, ale jednak z jednego IP, co chyba nie wygląda zbyt dobrze.

Read More

O ciemiężeniu duszy i teście Tindera

mandat-kopia

– No i rewelacja! – oznajmiła Sylwia, kiedy zapięłyśmy rolki i wjechałyśmy na asfalt. – Mamy czas na babskie pogaduchy!

Babskie pogaduchy. Już to przerabiałam w tym tygodniu – spotkałam się z koleżanką i rozmawiałyśmy. Bardzo lubię spotykać się z ludźmi regularnie, to znaczy maksymalnie raz w tygodniu, i porozmawiać sobie o czymś. Na przykład o nowym programie ułatwiającym zarządzanie zasobami ludzkimi, który testuję. Albo o nowej książce o Einsteinie. Ludzie są niekiedy kopalnią informacji, inspiracji i cudowności.

Read More

O tym, że ludzi widzą tylko to co chcą zobaczyć. I czasem jest to zabawne.

kredki

Miałam dzisiaj spotkanie z przedstawicielem handlowym.
– Pani tu coś tworzy? Pani ma takie kredki i takie flamastry – zachwyca się pan, którego goszczę w moim „biurze”, to znaczy przy biurku w salonie.
– Czasem coś muszę narysować, czasem coś napiszę – ostrzegam, bo widzę w nim potencjał na bohatera wpisu na Fejsie.
– Fajnie! – rzuca. – Jak się nie ma dzieci, to można tak sobie siedzieć w lofcie, takim jak ten pani, i tak sobie blogować i rysować – dodaje, ignorując przypięty nad kredkami plakat z bukietem kwiatków i napisem: „Dla kochanej mamusi”.
–To nie jest loft, tylko poddasze. Kawy?

Read More

O tym, ile zarobiłam na blogu, a ile zarabia poseł, oraz co ma żołnierz do chleba

money-452624_1920

Jestem w zgodzie z najnowszymi trendami. Jeśli nie śledzicie polskiej blogsfery, możliwe, że przegapiliście pewną zmianę.

Kiedyś o kasie mówiło się niechętnie, teraz mówi się wszędzie. No to i ja Wam powiem, ale dopiero pod koniec wpisu, aby zatrzymać Was na blogu. Tytuł też wymyśliłam taki nieco pudelkowy – tego nauczyłam się na See Bloggers, bo musicie wiedzieć, że byłam na blogerskiej imprezie, a wybrałam się na nią w tak absurdalnie durny sposób.  Read More