O tym, że dzieci są całkiem dobrze zaprojektowane. Świat raczej nie.

baby-1426650_1920

Raz na jakiś czas spotykam istotę ludzką płci różnej – to już zależy od przypadku – i z taką istotą rozmawiam o tak zwanej dupie Maryni. Piszę „tak zwanej”, bo tak naprawdę chyba nigdy z nikim nie rozmawiałam jeszcze o dupie Maryni. O różnych dupach – i owszem. O dupie Kardiashianek może nawet. Ale teraz, pisząc, że niby o dupie, chcę podkreślić, że rozmawiam o tematach raczej błahych. Pierdołach pospolitych. Że jak gotuje się rosół, to trzeba warzywa zalać zimną wodą, a jak chce się ugotować warzywo do konsumpcji bezpośredniej, a nie w postaci wywaru, to lepiej wrzątkiem. O pogodzie i sweterku, że fajny ta osoba ma, taki lekki, a jednak ciepły. I od tych tematów lekkich przechodzimy czasem do tematów ważkich. Zazwyczaj jakoś płynnie przechodzimy. Człowiek coś tam plecie o wspomnieniach z wakacji, o zapachu sosny i przetworach babci i nagle otwiera przede mną swe serce, mówiąc coś w stylu:
– Ty to przynajmniej dziecko masz, a ja życie przegrywam.

Read More

O tym, że zawsze trzeba być czujnym i twardo negocjować.

Sztuka_przetrwania by Dominika Suprun

Sztuka_przetrwania by Dominika Suprun

– Masz piękne długopisy. Cudowne, takie kolorowe. Nie myślałaś o tym, aby mi je oddać, kiedy już się wypiszą? Będą leżały na biurku jako ozdoba…
– Hmm – odpowiadam, bo trochę śpię, a trochę jestem właśnie brutalnie budzona.
– No to fajnie, że mi oddasz – kontynuuje rozważania moje dziecko, które jakimś cudem zawsze wie, które „Hmm” jest zakazem, a które przyzwoleniem.

Read More

Projekt Lady, wpis optymistyczny.

lady2

Wzburzona pogłoskami o upadku feminizmu w programie „Projekt Lady” pobiegłam czym prędzej odpalić Player, by zapoznać się z tym karygodnym show. Naturalnie pobiegłam obejrzeć jedynie dla celów późniejszej konstruktywnej krytyki i manifestowania swojego oburzenia

Bzdura. Pobiegłam obejrzeć, bo nic nie sprawia mi większej przyjemności niż oglądanie ludzi gorszych i głupszych, a okazji mam niewiele, odkąd tak wyprofilowałam mój Facebook i tak przefiltrowałam znajomych, że większość czasu spędzam z ludźmi mądrymi bardzo. Taka sytuacja może wykończyć: człowiek ciągle czegoś się uczy, ciągle musi się pilnować, by zbytnio się nie zbłaźnić i summa summarum wychodzi mu to na dobre, no ale ile można?

Read More

O frendzone i zarobkach Lewandowskiego

frendzone football

Krystian jest niezwykle inteligentny jak na dziewięciolatka i rozumie rolę matki w życiu dziewczyny, dlatego kiedy odbieram córkę ze szkoły, krzyczy głośno: „Dzień dobry pani!”.
Jest to jednocześnie chłopiec szalenie nieśmiały, więc nigdy ze mną nie rozmawia. Czasem tylko stoi obok i prowadzi monolog ze ścianą. Zazwyczaj opowiada ścianie o swoich życiowych osiągnięciach. Tak też było tym razem.

Read More

O fotograficznej pasji i wierszach Mickiewicza

ginekolog

– Poproszę struclę z rodzynkami – mówię, a pani pyta, czy kurtkę. Jakoś mnie to bardzo nie dziwi, bo mieszkam w dzielnicy, w której w monopolowym nie ma papierosów, ale jest mleko, a papierosy są u szewca czy krawcowej… Kosmetyki z Rossmanna można dostać… No nie powiem Wam, gdzie, ale ani w Rossmannie, ani w drogerii. Fakt, że pani z piekarni rozpoczęła sprzedaż kurtek spod lady, niespecjalnie mnie dziwi, ale akurat nie potrzebuję. Nie zastanawiam się zresztą nad tym, bo właśnie jestem zajęta panikowaniem.
– Nie zgubiłaś kurtki? – powtarza sprzedawczyni. Odpowiadam, że nie, i wracam do panikowania. Chyba jednak nie handluje kurtkami z czarnego rynku. 

Read More

case study, poczta i ta druga koleżanka + plansze motywacyjne

 

 

Pamiętaj jednak, życie to nie samotny triatlon. Nie dryfujesz niczym samotna tratwa w oceanie codziennych zmagań.

Dziś będę Was uczyć, jak żyć. O tym jest ten blog, o sztuce przetrwania.

Dziś nauczymy się pracować. To będzie case study na przykładzie poczty polskiej. Flow jest tym czymś, do czego powinniśmy dążyć. Ten stan, gdy praca stawia przed nami pewne wyzwania, których rozwiązanie sprawia nam radość. Zadania nie są zbyt trudne, nie popadamy więc we frustrację i w zniechęcenie. Jednak praca to nie tylko flow; ważna jest też umiejętność pracy w zespole.

Read More

Wpis o dzieciach. To jest blog parentingowy.

pink baby

Kiedy okazało się, że jestem w ciąży, pomyślałam: „Nosz kurwa, trudno!” i że to właściwie wyjaśnia, dlaczego nie mogę obudzić się rano, a kiedy już wstanę, raczej mnie mdli.

Chwilę później wytarłam z brzucha żel do USG i zapięłam spodnie zsunięte wcześniej do badania. To były moje ulubione spodnie moro z dużymi kieszeniami na udach. Założyłam do nich czarną bluzę z kapturem, jedną z dwóch identycznych, które miałam i które nosiłam prawie codziennie.

Poprosiłam lekarza o zwolnienie z pierwszych trzech lekcji i poszłam do szkoły napisać sprawdzian z historii.

Read More

O budowaniu bomby wodorowej.

Nie znalazłam na stocku zdjęć bomby wodorowej więc wklejam zdjęcie galopującego królika

Pierwszą rzeczą, jaką robi moje dziecko po wdrapaniu się do samochodu, jest zapięcie pasów, a kolejną przechwycenie mojego telefonu i wyłączenie audiobooka/podcastu, którego słucham.

Przyjemny i kojący głos lektora zamienia zazwyczaj na Lilly Allen i piosenkę z brzydkim słowem na „F”. Zaczyna śpiewać, pomijając wszystkie brzydkie słowa oraz te, których nie zapamiętała, więc ogólnie śpiewa niewiele,. Brzmi to jakoś tak: „Uuu u uu very, very much…Cause we hate what you do and uu uuuu uuu uuu uu”.

Read More

Mam romans z Keanu, true story.

Nie mam zdjęcia Keanu, bo jest strasznie niefotogeniczny. Spotykamy się zawsze w takim domku obok wodospadu. True story.

Nie mam zdjęcia Keanu, bo jest strasznie niefotogeniczny. Spotykamy się zawsze w takim domku obok wodospadu. True story.

Mój mąż mówi, że mam nie nabijać się z niego w Internecie, bo on zacznie nabijać się ze mnie i wyciągać żenujące fakty. Bardzo bym tego nie chciała. Mógłby napisać chociażby, że ostatnio zrobiłam wspaniały obiad, makaron ze szparagami i cukinią, i kiedy jedliśmy go na tarasie w słońcu pięknie zachodzącym na pomarańczowym niebie, zaczęłam rechotać jak zarzynany prosiak, a kawałek cukinii omal nie wypadł mi nosem. Tego chciałabym uniknąć, opowiadania takich historii. Mam tu przecież wizerunek damy.

Dlatego przeredagowałam trochę wpis, który, moim zdaniem, dużo na tym zyskał, jednocześnie niewiele tracąc.

Wokół mnie kręci się traktor; wygląda zupełnie jak lokomotywa z „Tomka i przyjaciół” i jeździ po torach. Wiem, że jest traktorem, bo robi „tyr, tyr, tyr”, a nie „stuk, stuk, stuk”.

Read More

O murzynach, kozach i kosmetykach.

Ostatnio zrobiłam dużo zdjęć kóz, dlatego wpisy będą ilustrowane kozami

 

Dzisiaj akurat spaceruję po Rossmannie, bo na dworze zimno. W sklepie tłok – wszystkie podkłady i pudry sprzedają ze zniżką -50. Jestem częścią tego tłoku. Jestem częścią tłumu. Z miną eksperta staram się dobrać podkład do mojego nowego, opalonego już nieco koloru skóry.

Matka z dorosłą córką losowo pakują do koszyka produkty, jeśli ich cena nie przekracza dziesięciu złotych. Trochę już uzbierały: wiśniową szminkę, bordową kredkę do oczu, puder o barwie gnijącego ziemniaka. Teraz stoją obok mnie i wylewają na swoje dłonie olbrzymie ilości testerów w różnych odcieniach beżu.
– Ten biorę – mówi młodsza, wskazując odcień niewiele ciemniejszy od tego, który mam na twarzy.
– Ten? Będziesz się robić na Murzyna? Tak murzyńsko się wymalujesz? – odpowiada matka, poddając w wątpliwość wybór córki. 

W tym miejscu do akcji wkracza mijająca nas trzylatka. Pcha przed sobą wózek z lalką. Nagle zatrzymuje się przy nas.
– Tu, mamo! – krzyczy, wskazując półkę z podkładami. – Tu weź! Dla naszego psa weź coś!
– Co dla psa? – odpowiada matka, nie rozumiejąc. – Kosmetyki dla psa mam kupić?
– No, dla psa naszego! Pani mówiła, że to dla Murzyna, a nasz pies to Murzyn przecież.