Projekt Lady, wpis optymistyczny.

lady2

Wzburzona pogłoskami o upadku feminizmu w programie „Projekt Lady” pobiegłam czym prędzej odpalić Player, by zapoznać się z tym karygodnym show. Naturalnie pobiegłam obejrzeć jedynie dla celów późniejszej konstruktywnej krytyki i manifestowania swojego oburzenia

Bzdura. Pobiegłam obejrzeć, bo nic nie sprawia mi większej przyjemności niż oglądanie ludzi gorszych i głupszych, a okazji mam niewiele, odkąd tak wyprofilowałam mój Facebook i tak przefiltrowałam znajomych, że większość czasu spędzam z ludźmi mądrymi bardzo. Taka sytuacja może wykończyć: człowiek ciągle czegoś się uczy, ciągle musi się pilnować, by zbytnio się nie zbłaźnić i summa summarum wychodzi mu to na dobre, no ale ile można?

Wytrzymałość na telewizję mam dużą – obejrzałam dwa sezony „Warsaw Shore” i odpadłam dopiero, kiedy grupa dziewczyn gwałciła analnie jelenim porożem zakutych w dyby chłopaków. Wtedy powiedziałam, że pas, że nie dam rady i że wolę oglądać zapętlony „Plac Zbawiciela”, niż brnąć w to dalej.

No ale już się pozbierałam. Na twarz nałożyłam odżywczą maseczkę, na włosy glinkę, na usta serum – i start. Zasiadłam w fotelu, gotowa, by równocześnie karmić skórę witaminami E+A, włosy minerałami, a najpodlejsze ludzkie instynkty – tanią rozrywką.

A tu masz! Niczego ciekawego! Niewielkie wygrane humanizmu nad tym, co zdehumanizowane, czyli dziewczyn nad prowadzącymi. Bo nikt mi nie wmówi, że to uczestniczki są po ciemnej stronie mocy.

Struktura programu jest prosta: kilka zdegenerowanych idiotek przekracza próg pięknego pałacu, w którym mają szansę zdefiniować swoją kobiecość, nabrać ogłady i opuścić program jako wzorowe żony i przyszłe biorczynie 500 plus. Przynajmniej takie są założenia.

Program ma uczyć dobrych manier. W najlepszym stylu. Niestety, już w pierwszych scenach dowiadujmy się, że nadrzędnymi cechami ludzi lepszego sortu są pogarda dla innych, podglądactwo i obgadywanie oraz odmawianie pomocy. Bo to robią prowadzące; stoją w oknie i komentują stroje uczestników, wychylając się zza firanki. Tak dni całe spędza królowa angielska; klasyczna polska baba otwiera na oścież okno, układa w nim poduszki i usadzając swój wielki biust na splecionych ramionach, wisi w oknie, mamrocząc pod nosem: „O mój boże, tego to jeszcze nie widzieli”. Arystokracja z kolei lekko uchyla firankę i dyskretnie wygląda, prychając z pogardą.

Jeśli chodzi o pomoc, wyższe klasy pomagają bardzo chętnie, najlepiej nornicom albo jakiejś zagrożonej wyginięciem żabie, by później udzielać wywiadów i opowiadać o swojej dobroduszności. Gdy ktoś bezpośrednio zwróci się do nich o pomoc, odmawiają, o ile osoba prosząca nie ma na sobie mokasynów z naturalnej skóry. Ja sobie tego nie wymyślam, ja tylko mówię, co zaobserwowałam. Ach, i panie kamerzysto, nieładnie najeżdżać komuś kadrem na pośladki, kiedy sukienka, zahaczając o walizkę, podwija się i odsłania majtki. Nieładnie! Przydałaby się panu szkoła dla dżentelmenów.

Jeśli miałabym zdefiniować coacha – bo właśnie coachem jest jedna z prowadzących – byłby to taki magik z TVP, który przy okazji robienia popisowej sztuczki przebija ci rękę gwoździem. Bo sztuczki są efektowne. Mówisz grupie zagubionych duszyczek, że dasz im lusterko, by kiedy poczują się źle, mogły sobie w nie spojrzeć i powiedzieć do siebie: „Jesteś piękna, fajna i mądra”. I to jest bardzo dobra sztuczka, wygląda efekciarsko i czasami się udaje. Ale tylko czasami, bo mówisz między innymi do dziewczyny, która tańczy w klubie Go Go i przez cały dzień słyszy, że jest piękna, nigdy jednak nie słyszy, że jest wartościowa. Więc dlaczego każesz jej definiować siebie w pierwszej kolejności przez pryzmat piękna, uprzednio zawieszając na jej szyi sznur pereł?

Coach to także człowiek przyzwalający na agresję, bo mówienie: „Kobiety oczekujące szacunku od innych muszą same siebie szanować” jest usprawiedliwianiem każdej zniewagi. Jeśli zdefiniujemy „siebie szanować” w odniesieniu do standardów programu, otrzymamy taką definicję: „kobieca, zadbana, ubrana skromnie, acz elegancko, dbająca zarówno o dom, jak i o rodzinę, malująca się niewyzywająco, nienosząca szpilek, niewyglądająca nazbyt męsko, pozbawiona piercingu oraz tatuaży”. Teraz zróbcie, proszę, eksperyment myślowy i zderzcie się z tą definicją; jeśli nie spełniacie jakiegoś punktu, nie dziwcie się, że ktoś was nie będzie szanował. Tak jak mówiła coach-terapeuta-trener. Jeśli siebie nie szanujesz (nie jesteś zgodna z powyższą definicją kobiety), nie możesz oczekiwać szacunku. Bądź teraz tak uprzejma i napluj sobie ode mnie w twarz. Telewizja uczy. Do tej definicji dodałabym jeszcze, że warto jednak być białym katolikiem, w najgorszym wypadku anglikaninem, zanim zaczniesz w sposób roszczeniowy żądać szacunku.

Dlaczego więc ten program mnie cieszy, zamiast martwić? Bo przyglądam się dokładnie wyselekcjonowanym uczestniczkom i zdaję sobie sprawę, że choć ekipa TVN-u zjechała pół Polski, przeprowadziła szereg castingów, przesłuchała tysiące osób i zajrzała w najczarniejsze zakątki naszej Rzeczypospolitej, najgorsze, co udało jej się znaleźć, to dziewczynę z nadwagą i krótkimi włosami, znającą cztery języki i lubiącą podróżować, kobietę marynarza z kolczykiem w nosie oraz kilka imprezowiczek z niewielkich wiejskich miejscowości, w których mało jest rzeczy ciekawszych niż klub. To jest bardzo dobra wiadomość. Jak dalece jest to format nieudany, skoro dokładnie wyselekcjonowana patolka, zmuszona do symbolicznego wyzbycia się własnej osobowości i tego, przez co się definiuje, czyli wyjęcia kolczyka z nosa, przeprasza za wzburzenie, prosi o chwilę dla siebie i układa się na łóżku z książką?

Nie jest tak źle, jak czasem nam się wydaje, że jest.

Komentarze

  • Amanda Blacksmith

    Już wolę być jak ta kobieta marynarz, niż jak Rozenek na boga! Kto normalny chciałby być jak Rozenek? #memZTravoltą

    • admin

      ja bym chciała mieć nogi Rozenek 😉

    • ja bym chciała mieć nogi Rozenek 😉

  • bonny dreams

    W pełni się z Tobą zgadzam!
    Ja sie uśmiałam jak to oglądałam. Ciekawa jestem czy taka nigdy w życiu się upiła, co już nie wspomnę o modowych wpadkach 😄

    • admin

      🙂

  • Marian Plus

    Okna PCV Lublin to produkt, który warto wybrać. Wyróżniają się one wysoką jakością, więc są odpowied-nie do każdego budynku, bez względu na jego przeznaczenie. http://oknadrzwi-lublin.pl/