O tym, że dzieci są całkiem dobrze zaprojektowane. Świat raczej nie.

baby-1426650_1920

Raz na jakiś czas spotykam istotę ludzką płci różnej – to już zależy od przypadku – i z taką istotą rozmawiam o tak zwanej dupie Maryni. Piszę „tak zwanej”, bo tak naprawdę chyba nigdy z nikim nie rozmawiałam jeszcze o dupie Maryni. O różnych dupach – i owszem. O dupie Kardiashianek może nawet. Ale teraz, pisząc, że niby o dupie, chcę podkreślić, że rozmawiam o tematach raczej błahych. Pierdołach pospolitych. Że jak gotuje się rosół, to trzeba warzywa zalać zimną wodą, a jak chce się ugotować warzywo do konsumpcji bezpośredniej, a nie w postaci wywaru, to lepiej wrzątkiem. O pogodzie i sweterku, że fajny ta osoba ma, taki lekki, a jednak ciepły. I od tych tematów lekkich przechodzimy czasem do tematów ważkich. Zazwyczaj jakoś płynnie przechodzimy. Człowiek coś tam plecie o wspomnieniach z wakacji, o zapachu sosny i przetworach babci i nagle otwiera przede mną swe serce, mówiąc coś w stylu:
– Ty to przynajmniej dziecko masz, a ja życie przegrywam.

I to zdanie sugeruje, że i ja przegrałam swoje życie, i jedyne, co z tego życia mam, to dziecko moje.

Raczej się z tym nie zgadzam, ale nie rozwijam tematu, bo czuję, że zapach nostalgii, przyniesiony wraz ze wspomnieniami przetworów babci, zamienia się w zapach smutku i zrezygnowania. Jako człowiek w pełni zsocjalizowany robię wtedy to, czego się nauczyłam od Sheldona z „Big Bang Theory”, czyli wewnętrzną stronią dłoni trzykrotnie gładzę te ramię odziane w sweterek lekki, acz ciepły, fajny bardzo, i szepczę: „Der, der”.
– Że niby jak ty to życie swoje przegrywasz? – pytam, miast popadać w panikę, kiedy widzę, że głaskanie nie pomaga. Musicie wiedzieć, że w przynajmniej 9 na 10 przypadków ten człowiek jest zupełnie poprawnie skonstruowany, IQ ma w normie i – no co tu dużo gadać – człowiek jak człowiek, z pracą, mieszkaniem na kredyt i wyższym wykształceniem, więc definicji totalnego przegrywu się wymyka.
– No bo dzieci to ja raczej mieć nie będę – słyszę – i bloga parentingowego nie będę prowadzić – dodaje. (No OK, o tym blogu parentingowym to raczej nikt nie mówi, tak sobie dodałam, by ubarwić narrację).

No więc ja znowu tę moją sztuczkę z „Der, der” i trzy razy wewnętrzną częścią dłoni po zewnętrznej części ramienia (to ważne, aby po zewnętrznej, bo nikt nie lubi, jak się go znienacka po paszce mizia), dla pewności jeszcze czwarty raz, a kiedy nie pomaga, zaczynam o in vitro, cudach biblijnych i adopcji. A oni wtedy, że nie, że nie o płodność chodzi, tylko o brak takiej gotowości.
– Bo ja się, Aśka, tak boję, że jak ja siebie nie umiem ogarnąć, to jak ja mam ogarnąć takie dziecko?

Film dla osób które nie wiedzą jak ” der deruje” Sheldon
No i znowu mi się to nie skleja, bo patrzę na człowieka i porównuję z moją checklistą ogarnięcia, co to ją dla siebie przygotowałam, która zawiera takie punkty: włosy przyczesane – porównuję z obiektem badanym – i check; zęby umyte – check; rajstopy na majtki, a nie odwrotnie – check . I to już oznacza ogarnięcie na 50%. Drugie 50% to rachunki zapłacić, wodę w wannie zakręcić, zanim się przeleje, i przynajmniej raz dziennie nie jeść w McDonald’s. To jest taka lista uproszczona, bo dla mnie. Ale te człowieki, z którymi rozmawiam, spełniają często kryteria z listy „Człowiek premium”, bo poza podstawami są terminowi i społecznie ogarnięci i mają w domu czysto nawet nie raz, nie dwa, tylko raczej tak długodystansowo. No więc przyglądam im się i nie rozumiem, o czym oni do mnie, więc zadaję pytanie pomocnicze:
– O czym ty tu do mnie, człowieku, pierdolisz?

No a człowiek mi tłumaczy, że on taki niby pozornie wszystko OK, ale gdy ma PIT wypełnić, to nie ogarnia, jak pozycję 37 zsumować z kolumną 121 i odjąć od 180. No a nawet jak odgadnie, to się okazuje, że załącznik XD130 musi być pisany cyrylicą i od prawej do lewej. Poza tym po piątym roku mieszkania w Trójmieście zawsze dostaje mandat, bo jeździ autobusem pospiesznym, który wygląda jak niepospieszny, albo chce do Orłowa, a trafia do Rumi, bo trasę zmieniono, a on nigdy nie może się połapać. I wtedy mnie takie ciarki przechodzą po plecach, bo trafić przypadkiem do Rumi to jednak jest trochę przerażające.

No i takie mnie naszło oświecenie, że chciałam nawet pobiec do telewizji i radia, ale oni mnie tam niespecjalnie słuchają. Chodzi o to, że te pieniądze 500+ to my wydajemy zupełnie bez sensu. Bo nadrzędnym celem programu jest zwiększenie dzietności, a dzieci są przecież całkiem spoko zaprojektowane – mają dość intuicyjnie umiejscowioną jadaczkę, w centralnym punkcie twarzy, mają macki symetryczne, dłonie chwytne; fakt, w wieku bardzo wczesnym mają głowę nieco za dużą i nieco za ciężką, która tak trochę im leci, ale to się z czasem koryguje.

A gdyby tak udało się popracować nad designem użytkowym, uprościć PIT i tak sprytnie narysować rozkłady jazdy, aby ludzkość odzyskała zachwianą wiarę w siebie? Nie musi od razu być to tak proste, jak jest naprawdę, bo życie straciłoby smak i wyrazistość, ale może na tyle proste, aby wyjście z Centralnego w Warszawie przestało być bardziej skomplikowane niż zmiana pampersa.

Komentarze