Czy podczas rozmowy z Beyonce zdarzyło ci się zignorować swojego portiera?

DSC_0004

Obiecałam recenzję książki „Love Style Life” Grance Dore i od dłuższego czasu zastanawiam się, jak wykręcić się z tej obietnicy. Planowałam przemilczeć temat i udawać, że niczego nie obiecywałam, ale uświadomiłam sobie, że mogłoby to zaważyć na mojej przyszłości; wyobraziłam sobie sytuację, w której zeznaję w sądzie, a prawnik wyciąga teczkę ze screenami mojego FB i podważa moje zeznania, powołując się na fakt, że „mówiłam, że napiszę – i nie napisałam. Teraz mówię, że nie zamordowałam…”. No ale… Swoją wiarygodność straciłam lata temu.

Recenzję zacznę od okładki. Jest ładna i prawdopodobnie z tego powodu znalazła się na wielu zdjęciach robionych przez blogerki modowo-lifestylowo-wszelakie. Trafiła tam też ze względu na dobry marketing, który towarzyszył wydaniu książki. Napis na okładce przekonuje, że jest to „ jedyna książka o stylu, której potrzebujesz”. Wielopłaszczyznowa bzdura. W pierwszej kolejności do stylu możesz podchodzić zupełnie intuicyjnie, czyli tak jak ja – wtedy żadne książki o stylu nie są Ci potrzebne. Kończy się to w ten sposób, że po wyjściu z kina po seansie „Pit Bull – nowe porządki” biegniesz do sklepu po T-shirt typu polo, kupujesz New Balance i zaczynasz bardziej bujać ramionami podczas wieczornych spacerów z psem po mieście. W kolejnym tygodniu odpalasz audiobook „Gra o Tron”, znajdujesz w szafie czarny płaszcz i czarne spodnie i stajesz się trochę członkiem Nocnej Straży, a trochę Asasinem, w tydzień zużywając tyle czarnej kredki do oczu, ile zwykle w pół roku.

Jeśli jednak uważasz, że książka o stylu jest Ci potrzebna, jedyną publikacją na temat stylu, jakiej potrzebujesz, jest „Slow Fashion” Joanny Glogazy – za polecenie biorę pełną odpowiedzialność. Również książka blogerki, również traktująca o stylu i filozofii ubioru, tyle że zawiera rady, wskazówki i wytłumaczenie filozofii stojącej za wybranym podejściem. No i jest pełna treści i przykładów, a nie zdjęć i cytatów na dwie strony.

Ok, recenzję okładki mamy za sobą. Idziemy dalej.

Dalej jest trochę autobiograficznych wspomnień radosnej młodości, które mają przemycać życiowe dobre rady i wskazówki. Koniecznie przeczytajcie stronę 8, jeśli chcecie się dowiedzieć, jak wyrwać siedemnastoletniego rolkarza, będąc szesnastolatką. A jeżeli z jakiegoś powodu nie potrzebujecie tych informacji, możecie ominąć pierwsze czternaście stron. Potem możecie pominąć kolejne 50. Ogólnie możecie pominąć czytanie i obejrzeć zdjęcia. Ale możecie też przeczytać książkę.

Czytając ją jednak, nie nastawiajcie się na solidną dawkę wiedzy. O modzie dowiecie się mniej więcej tyle: „minispódniczka w połączeniu z butami na płaskim obcasie wygląda prosto i kobieco. W komplecie z obcasami jest seksowna”. Jeśli czytając poprzednie zdanie, nie spadłyście z krzesła z wrażenia, jeśli poprzednie zdanie nie otworzyło przed Wami nowych światów, nie doznaliście katharsis, nirwany i ekstazy… Hm, więcej niż prawdopodobne, że nic bardziej odkrywczego nie przytrafi się Wam podczas lektury.

DSC_0007

Zagłębiając się w świat banału, możecie się dowiedzieć, że warto być miłym i otwartym. To jest rodzaj banału, który szanuję. Wszyscy wiemy, że jest nam miło, kiedy inni ludzie są mili, i że nam robi się miło, kiedy jesteśmy mili, ale nawet z tą wiedzą często maszerujemy przez życie, nabijając sobie kolejne punkty bucyzmu (ok, mówię o sobie, Wy może sobie nie nabijacie). Jeśli jednak naprawdę macie ochotę zastanowić się nad tym, przeczytajcie książkę „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi” – w irytująco amerykańsko-poradnikowym stylu, po którą mimo to warto sięgnąć, by następnie przemyśleć i może raz w roku stać się nieco milszym. Możecie też zajrzeć do „Głaskologii”, jeśli wolicie wspierać polski rynek i polskich autorów.

Ok, zanim w komentarzach zaczniecie hejtować, że „przeczytałam cały Pani tekst i nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego czyta Pani i recenzuje książki, które uważa Pani za niegodne uwagi. Pozdrawiam serdecznie” i zanim zostanę zmuszona do usuwania tych pełnych nienawiści i złej woli komentarzy, zawczasu postanowiłam wyjaśnić.

Książka okazała się dla mnie interesująca. Przeczytałam całą, bo gdyby usunąć z niej zdjęcia (najzabawniejsze i najmądrzejsze wedle autorki) i gdyby poszczególne kwestie nie zostały wydrukowane dużym fontem, zajmując całe strony, składałaby się z około 40 kartek, byłaby więc raczej opasłą broszurą. Po drugie biografia autorki okazała się dla mnie fascynująca; w wieku lat siedemnastu nie ubierałam się tak, jak wszystkie moje koleżanki, głównie dlatego, że wszystkie moje koleżanki mogłabym policzyć na palcach jednej ręki, nawet gdyby kilka palców mi amputowano. Pomysł, by w wieku lat 25 wydawać wszystkie oszczędności na ubrania, rzucać studia i imprezować przez wiele miesięcy, jest dla mnie gatunkiem SF. Wydaje mi się, że wszyscy ludzie w wielu lat 25 zastanawiają się, czy wysłać dziecko do pierwszej klasy, czy zostawić jeszcze w zerówce. Uświadamianie sobie, że w tym samym świecie, zupełnie równolegle, żyją ludzie w tym samym wieku, dla których największe zmartwienie stanowi fakt, że koleżanka dorwała lepszy płaszczyk w second handzie, wydaje mi się bardzo zabawny.

Gdybym desperacko starała się doszukiwać wyższej wartości w tego typu literaturze, możemy dowiedzieć się kilku rzeczy na temat mieszkańców NY i Paryża, niestety – nie jestem w stanie zweryfikować, czy jest to powielanie stereotypów, czy prawda objawiona; w NY nie byłam, w Paryżu przebyłam przez 48 godzin. Nie zweryfikuję, więc się nie wypowiem.

Jeśli nie pomogłam – przepraszam, starałam się.

Komentarze