Share Week 2017

Share Week 2017

Jeszcze się załapałam na tegoroczny Share Week. Jest to impreza organizowana przez Andrzeja Tucholskiego i polega na tym, aby podzielić się listą blogów, które namiętnie czytamy i które bardzo lubimy.

Moja lista jest zdecydowanie dłuższa niż trójka przewidziana przez Andrzeja, więc podzielę ją na blogi będące na podium oraz te znajdujące się poza podium.

Jako czytelnik jestem wierna jak pies z kulawą nogą – moje związki z blogerami są dłuższe niż niejedno moje małżeństwo.

Janinę Daily czytam od czasu, kiedy miałam 400 lajków na FB, z czego 4 pochodziły z moich fikcyjnych kont, 10 dali członkowie dalszej lub bliższej rodziny, a około 30 jakieś niedarzące mnie sympatią osoby, które pilnie śledziły, co ja tam wypisuję.

Janina miała wtedy 4000 lajków, więc myślałam o niej jak o jakimś nadprzyrodzonym gatunku, królowej śmiesznot i wszystkiego, co najlepsze. Dalej tak o niej myślę, tyle że teraz jest sławna i popularna.

Miejsce, które stworzyła w polskim internecie, cenię za to, że jest zabawne, ale i za to, że w tej pogodni za heheszkami nie gubi swoich wartości i – jeśli trzeba – przemyca ważne społeczne kwestie. Poza tym jest matką chrzestną fok.

Kolejnym blogiem, który szalenie lubię, jest Simplicity – blog o minimalizmie prowadzony przez Katarzynę Kędzierską. Lubię minimalizm, nie jestem psychofanką i boję się przesadny. U Simplicity jest minimalistycznie, ale nie ma obsesji, licytacji i wyścigu. Są wskazówki, rady, zestawienia. Lubię tam zaglądać, aby się zainspirować, obejrzeć ładne zdjęcia, odpocząć. Dobrze mi tam.

Ostatnią osoba na podium jest Szafa Sztywniary. Na myśl przychodziło mi wiele innych blogów i nazwisk, które wydawały mi się może bardziej odpowiednie z racji swojego edukacyjnego wymiaru, zdecydowałam jednak, że to miejsce jest należne właśnie jej.

Jeszcze dwa lata temu na pytanie, czy znam jakąś szafarkę, mogłam odpowiedzieć twierdząco tylko dlatego, że znałam Szafę Sztywniary. Od razu jednak zaznaczałam, że jeśli chodzi o gust tekstylny, to nasze drogi chyba nigdy się nie spotkają. Z przyjemnością jednak czytam o Dzióbku i matce, która po piętnastu latach przyjechała ją odwiedzić, oraz przeglądam inspiracje domowe. Na podium znalazła się dzięki szklanej butelce na mydło – kiedy na nią patrzę, przypominam sobie, aby sprawdzić, czy coś nowego pojawiło się u Sztywniary, bo tę butelkę zgapiłam z jednego z jej postów.

Poza tym zaglądam również do Pani Swojego Czasu, która jest skarbnicą wiedzy o zarządzaniu sobą w czasie. Nie zawsze jestem fanką dzielenia specjalistycznych blogów na „kobiece” i „męskie”, ale w tym wypadku ten podział pięknie się sprawdza. Kobiety miewają inne problemy – często inaczej je wychowywano i inne wymagania przed nimi stawiano. Z jakiegoś powodu kiedy któryś z gości zwróci uwagę na brudną podłogę lub okna, zawsze patrzy na mnie, zamiast na mojego męża. Tak już jest. Ta presja społeczna powoduje, że znacznie trudniej jest nam powiedzieć: „Pierdolę! Nie robię, bo teraz mam do zrobienia coś zupełnie innego!”. Ola Budzyńska to rozumie i pomaga skupiać się na tym, co naprawdę ważne.

O Style Digger nie będę się rozpisywała, bo pisałam już o jej książkach. Ostatnio coraz głośniej mówi nie tylko o ubraniach i minimalizmie, lecz także finansach i o tym, jak ważne jest, żeby nie bać się sięgać wysoko. Świat potrzebuje silnych i odważnych kobiet, które staną z podniesioną głową i powiedzą: „Zapracowałam na to i chcę więcej”. Trzymam kciuki.

Jest też dla mnie wiarygodna – stworzyła markę, która jest spójna z jej podejściem. Mam jej piżamy i czuję się w nich jak księżniczka; świetnie się sprawdzają w przypadku długiego użytkowania. Miło jest, kiedy ktoś robi rzeczy zgodnie z zasadami, jakie wyznaje.

Na bieżąco śledzę też Kasię Gandor, Ulę Łupińską, Moja dziewczyna czyta blogi, Tattwę, Zwierza popkulturalnego, Michała Szafrańskiego i Użyj wyobraźni.

Komentarze