Nie wąchać kredek

Idę do papierniczego po nowe, nudne druczki, które co jakiś czas chce oglądać urząd skarbowy.  Stoję przed półką z kredkami. Kredki to synonim radości. Jest tyle odcieni błękitu.

Przesuwam się między półką z kredkami akwarelowymi a półką z pastelami. „Nie wąchać kredek, nie wąchać kredek” – powtarzam sobie w myślach. Lubię wąchać kredki i książki, ale staram się nie robić tego w miejscach publicznych. Obiecuję sobie, że tym razem nie skompromituję się w sklepie. W domu mogę robić, co mi się podoba.

Idę po druczki. Biorę też kilka arkuszy brystolu. Jest mi potrzebny do pracy. Podobno nie wszyscy ludzie do każdego projektu robią wielkie mind-mapy, używając rożnych flamastrów, kredek i stempli. Nie wiem, jak udają im się te projekty.

Brystol też ładnie pachnie.

Pani w sklepie zwija mój brystol w piękny rulon. Wygląda zupełnie jak piracka luneta.

Wracam do domu, uważając, aby nie pognieść druczków. Chciałabym, aby pani w skarbówce przynajmniej raz była ze mnie dumna, albo przynajmniej raz nie mówiła: „Oj, pani Asiu, jak psu z gardła te pani dokumenty, jak psu z gardła”. Prawda jest taka, że czasem wyciągam je albo psu z gardła, albo córce ze śniadaniówki, albo… No nieważne…

Niosę pod pachą rulon. Zupełnie jak luneta. Mieszkam w Gdyni. Jest tu dużo mew, takich pirackich ptaków. Jedna siedzi na samochodzie. Kusi mnie, aby przyłożyć rulon do oka i rozejrzeć się dookoła, staram się jednak powstrzymać. Jestem poważnym gdyńskim przedsiębiorcą. Ludzie wokół znają mnie z widzenia. Przez lata zapracowałam sobie może nie na szacunek sąsiadów, ale chociażby na to, aby nie wstydzili się mówić mi „Dzień dobry” w miejscach publicznych.

Czapka na głowie przekrzywia mi się i spada na jedno oko. Zupełnie piracko. Udaje mi się dotrzeć do domu.

W moim mieszkaniu szalony remont, więc przebywam w lokalu zastępczym,  na 10 piętrze, z widokiem na morze. Wychodzę na balkon i przykładam brystol do oka. Widzialność jest słaba, ale znajduję zarys kontenerowca.

Sąsiadka pali na balkonie i przygląda mi się nieco zdziwiona.

– Ahoj! – mówię.

– Ahoj! – odpowiada.

Wracam do wąchania kredek.

Komentarze

  • Ahoj! Tylko piżgnąć to wszystko i w morze! U mnie na kujawskich równinach zielonego przestwór oceanu, za to bałwanów co nie miara.