O tym, że jesteście fajni a krótkie włosy są szalenie modne.

Kiedy  w czerwcu zeszłego roku zamieściłam na fb ten wpis:

„Dziecko moje zamiast żywić dozgonną wdzięczność za fakt, że ją urodziłam, i uznać, że na tym moje macierzyńskie obowiązki się skończyły, ustępując zwyczajnej dobroci i gratisom, podejście ma raczej roszczeniowe.

Ostatnio na przykład mianowała mnie swoją fryzjerką. Trochę w tym mojej winy – w przypływie geniuszu, spowodowanego zdecydowanym pogorszeniem stanu mojej cery, pognałam do kosmetyczki, a że godzina była popołudniowa i nikt nie chciał w tym czasie bawić się w nianię, postanowiłam, że kiedy zamkną się za mną drzwi salonu kosmetycznego, posadzę dziecię na stojącym obok fotelu fryzjerskim. Oddałam ją w ręce stażystki, czego efektem była niezamierzona asymetria, widoczna pod każdym kątem, oraz zmasakrowane końcówki włosów.

Powodowało mną skąpstwo. Z moich wyliczeń wynikało, że cena cięcia u stażystki będzie niższa od ceny, którą należy uiścić za porzucenie potomstwa na zamkniętym placu zabaw, i że powinna nieść ze sobą wartość dodaną w postaci zadbanej fryzury.

W teorii plan był genialny, w praktyce od tamtego czasu dzielnie walczę z nożyczkami i nie jest to łatwa walka.

Większość ludzi zaczyna samodzielne zabawy we fryzjerów, kiedy stają się poirytowani faktem, że w każdym salonie dwa centymetry są rozumiane jako dziesięć, a pięć jako „proszę na jeża”. U mnie wygląda to odwrotnie: dziecię zawsze błaga mnie, aby obciąć jej włosy na krótko, „tak jak mają… (tu następuje litania imion, które zupełnie nic nie mówią), a przynajmniej dziesięć centymetrów”, a ja mówię, że zrobię, co w mojej mocy, i staram się obciąć jak najmniej, robiąc przy tym straszną szopkę.

Stoję przed lustrem i obcinam. Przekładam włosy z prawej na lewą i obcinam. Potem z lewej na prawą, z tyłu do przodu, z przodu na prawo, cały czas tnąc teatralnie. Podrzucam obcięte włosy. Przycięte przy twarzy dłuższe pasma eksponuję na umywalce, mówiąc: „Ach, jakie to długie pasmo…!”. Prawdziwy cyrk. Ale tak zachowują się matki. Z miłości i próżności.

Przez pewien czas mój aktorski talent zdawał egzamin. Wszystko szło zgodnie z planem, dopóki Sylwia nie stwierdziła, że włosy może zostawić długie, jeśli pozwolę jej wygolić sobie pasek z boku głowy, oczywiście taki, jaki ma jej koleżanka. Nie udało mi się wymyślić, jak w takiej sytuacji mogłabym udawać, że golę, więc się zgodziłam. Powiedziałam, że nie ma sprawy, tyle że musi poczekać z tym, aż pójdzie do gimnazjum.

No i dlatego niewiele rozmawiamy. Sylwia czeka, aż zacznie gimnazjum. Czeka cierpliwie, siedząc bezczynnie, a bezczynność najwyraźniej wyklucza rozmowę z matką”

 

Pod wpisem pojawiło się kilka komentarzy które sugerowały, że powinnam jednak pozwalać dziecku eksperymentować z wyglądem.

Przemyślałam.

Pojawiły się też sugestie, że włosy można oddać fundacji.

Przemyślałam.

Osiem miesięcy myślałam i efektem jest ten wpis. Sylwia jest zachwycona nową fryzurą i większość dnia spędza przed lustrem a ja się bardzo cieszę, że teraz ktoś inny będzie rozczesywał te nieszczęsne kołtuny 🙂

Wiecie co jest fajnego w robieniu dobrych rzeczy? Jest miłe.

Teraz trochę mi głupio, że tak długo się zastanawiałam. Organizacyjnie cała sprawa jest banalna. Wystarczy wejść na stronę ran’n’roll, odszukać listę salonów fryzjerskich które w Waszej okolicy bezpłatnie i profesjonalnie odbiorą od Was nadmiar włosów i oddadzą tym którzy teraz mają ich tymczasowy niedobór.

Tak sobie myślę, że fajni jesteście. I fajnie, że się komentujecie i podpowiadacie.

Komentarze