Wspomnienie wiosny

Działki Leśne to zdecydowanie moja ulubiona dzielnica Gdyni. Tu zawsze dzieje się coś ciekawego. Dzisiaj na przykład:

– Bo ty to jesteś pijak i tylko pijesz i pijany jesteś – pokrzykuje zdecydowanie nietrzeźwa kobieta siedząca na ławce pod lasem. – I przez to twoje picie wszystko tak wygląda. Z tym piciem musisz coś zrobić, rzucić to picie.

– No ja? Pijak? – pyta grubas o czerwonej twarzy, lekko bujając się to z prawej na lewą, to niebezpiecznie do przodu, by w ostatniej chwili złapać pion. – Nie jestem i cię kocham i mogę nie pić i nie będę. A teraz chodźmy na piwo.

Przez chwilę na twarzy kobiety widać było nadzieję, która teraz przechodzi w furię.

– Jakie piwo, jak mówię, że pijak jesteś i rzucić masz!

– No rzucę. Picie rzucę albo ciebie rzucę. Wypiję piwo, to pomyślę.

Trochę zrobiło mi się przykro, że alkohol wygrywa z miłością. Potem zrobiło mi się przykro, że zrobiło mi się przykro, bo jeszcze przed chwilą było mi wesoło. Głównie dlatego, że jaskółkopodobne ptaki zrobiły sobie gniazdo w rynnie na moim balkonie i teraz mam pisklaki. Nie da się smucić, kiedy pracuje się na balkonie obok bandy drących się pisklaków.

Planowałam wracać do domu, zasmucona smutkiem, kiedy pod monopolem spotkałam dwóch kolesi wpatrujących się w siebie. Jeden ubrany w dresy i klapki, drugi w krótkich spodenkach i adidasach. Nie byłam zachwycona wizją bójki, bo bójki ciężko się omija, ale – ku mojemu zdziwieniu – to nie bójka miała się za chwilę zacząć:

– A ja cię znam!

– No, też cię znam.

– No pewnie, bo mieszkasz obok, niedaleko mnie.

– No, mieszkam.

– A ty tak po piwo?

– No, piwo kupiłem. A ty tak sam to piwo pijesz pod sklepem.?

– No, piję tak sobie, bo ciepło.

– No, to jak my sąsiedzi jesteśmy, to możemy się razem napić.

– No możemy.

I poszli tam, gdzie przed chwilą rozpadł się związek, a nowa przyjaźń zaczęła się rodzić czy też wykluwać jak pisklaki.

Komentarze