Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela

DSC_0085

Moje dziecko ma w szkole angielski i dodatkowe zajęcia z hiszpańskiego, a ja uczę je języka ekonomii, bo tego jej w szkole nie nauczą. 

 

Sylwia jest z natury naukosceptyczna. Podobno w szkole bierze aktywny udział w zajęciach, podobno zgłasza się i wykonuje zadania. Tak przynajmniej mówią nauczyciele. Nie wiem, czy im wierzyć, bo znam moją córkę na tyle, by podejrzewać ją o mataczenie, przekupywanie wychowawców i inne nieczyste zagrywki. 

 

Niestety, entuzjazm edukacyjny gaśnie wraz z opuszczeniem murów szkoły i przechodzi w nagły atak alergii na podręczniki. Przypuszczam, że gdybym polecenie: „Zjedz paczkę żelków” opatrzyła wielkim tytułem: „Karta pracy”, żelki pozostałyby nietknięte. Nie dziwię się, mnie też sformułowanie „karta pracy” przyprawia o dreszcze.

 

Ekonomi uczymy się więc w formie luźnych zabaw i rozmów. Czasem, kiedy chcę zaangażować Sylwię w proces podejmowania decyzji, przemycam dyskretnie śmieszne hasła, takie jak „koszt alternatywny” albo „zwrot z inwestycji”. Teraz znalazłam książkę, która stała się moją ulubioną publikacją dla dzieci.

DSC_0091

 

„Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela” to 50 różnych opowiastek z ekonomią w tle. Książka jest ślicznie ilustrowana i posiada aż trzy wstążkowe zakładki. Jeśli kiedykolwiek będziecie wydawać publikacje dla dzieci, pamiętajcie, że popyt na książkę wzrasta proporcjonalnie do liczby załączonych zakładek. Treść jest kwestią drugorzędną.

 

Książkę napisał Grzegorz Kasdepke, komentarzem opatrzył Ryszard Petru. Całość wyszła im naprawdę dobrze. Bohaterem jest między innymi Pan Rysio, który otwiera ogród zamieszkiwany przez różne dziwadła: Podatki, Zysk, Marża i Zarobki. W ogrodzie pracują Dozorca i Bileter, którym dziwadła płatają różne figle: potrafią rosnąć, spadać, a nawet tworzyć piramidy finansowe.

 

Nie wydaje mi się, aby była to książka do samodzielnego czytania. Owszem, dziecko może ją przeczytać, ale niekoniecznie wiele zrozumie. Z kolei jest świetna jako pozycja do wspólnego czytania, po jednym rozdziale, który stanowi pretekst do rozpoczęcia rozmowy. I tak na przykład wytłumaczenie opisanego bezrobocia stało się dla nas początkiem dyskusji, w której tłumaczyłam, czym jest emigracja zarobkowa i dlaczego część naszej rodziny mieszka za granicą.

DSC_0095

 

Kiedy czytałyśmy o marży, po prostu pokazałam Sylwii, jaki sposób ustalam marżę w mojej firmie, gdy do ceny usługi muszę dodać koszt pracy pracowników, opłaty i ZUS. Naturalnie nie wyświetlam jej w tym celu tabelki w Excelu, ale jak najprościej wszystko tłumaczę.

 

To nie jest tak, że teraz moje dziecko recytuje z pamięci definicje wszystkich omawianych zagadnień, a z nudów wyznacza punkty przecięcia krzywej popytu z krzywą podaży na dowolnym rynku. Udało mi się jednak obudzić w niej ciekawość i świadomość istnienia również tej dziedziny życia.

 

Unoszona na fali edukacji finansowej, sięgnęłam po nową książkę Macieja Samcika, zwłaszcza że przeczytałam dwie poprzednie publikacje, śledzę jego blog i obserwuję fanpage.

 

Moim nowym nabytkiem jest „Moje pierwsze kieszonkowe”, książka podzielona na dwie części. Wybrane rozdziały adresowane są do dzieci raczej starszych. Trudno mi ocenić, w jakim wieku można zabrać się za lekturę. W przypadku niektórych będzie to pewnie 10 lat, w przypadku innych 14. W Polsce, aby dziecko mogło otworzyć konto, musi mieć skończone 13 lat. Myślę, że to dobry wiek również do tego, aby zacząć czytać Samcika.

DSC_0087

 

Do książki nie podchodziłabym bezkrytycznie, jeśli jednak w pewnych sprawach nie zgadzamy się z autorem, jest to dobry pretekst do rozpoczęcia rozmowy. Znajdziemy i propozycje premiowania dziecka za oszczędzanie, i „karania” za zbytni konsumpcjonizm. Jest to pomysł, który bardzo mi się podoba, tak to przecież działa w dorosłym życiu.

 

W części dla dzieci znajdziemy informacje na temat funkcjonowania banków i wyjaśnienie, na czym zarabiają i dlaczego pożyczki są wyżej oprocentowane niż lokaty, jak korzystać z karty kredytowej (aby opłacić bilet na samolot itp.), jak rozsądnie wybrać konto w banku. Jeśli nie jesteście mocni w nowych technologiach, myślę, że może Was zainteresować dział o płatnościach dokonywanych telefonem oraz brelokiem. Ja na przykład dowiedziałam się o istnieniu polskiego odpowiednika bitcoinów.

 

Dużo miejsce autor poświęca zagadnieniom dotyczącym bezpieczeństwa zakupów w sieci i wartości danych osobowych – w tym przypadku bardziej offline’owi rodzice, których Internet jeszcze trochę onieśmiela, znajdą informacje o szyfrowanych połączeniach oraz systemach antyfraudowych.

 

Lektura książki potwierdziła moje przemyślenia na temat kieszonkowego, dlatego myślę, że nawet jeśli nie chcemy jej dokładnie studiować, warto ją przynajmniej przejrzeć.

 

Ps. Jeśli potrzebujecie więcej inspiracji związanych z kieszonkowym, polecam Wam podcastu nagrany przez Michała Szafrańskiego (z „Jak oszczędzać pieniądze”) z Dorotą Zawadzką.

 

http://jakoszczedzacpieniadze.pl/jak-uczyc-dzieci-finansow-dorota-zawadzka

 

Komentarze