Gen Supermatki

DSC_2182

Ilustruję wpis zdjęciami z wakacji bo nie chce mi się przeszukiwać baz darmowych zdjęć.

Może gdzieś w równoległej rzeczywistości żyje mój idealny odpowiednik. Mój klon z ekstra genem supermatki, który prawdopodobnie jedzie teraz obwodnicą i słucha z uwagą swoje dziecko.

Ja jadę i pozoruję aktywne słuchanie, to jest wtrącam: „Oojej, no co ty?”, „Naprawdę?!” we wszystkie robione przez Sylwię pauzy. Na szczęście tych pauz nie ma zbyt wielu, bo trajkocze jak najęta od pół godziny. Nie mogę się skupić. Przede mną jedzie samochód z wielkim napisem na plandece: „Skup płodów”, który bardzo mnie bawi. Moje rozbawienie wydaje mi się dość niestosowne, dlatego staram się zachowywać powagę; nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak mogłabym wyjaśnić dziecku przyczyny mojego rozbawienia. 

W końcu wiatr uwalnia zagiętą do tej pory część plandeki i cały napis staje się widoczny: „Skup płodów rolnych”. Udaje mi się odzyskać powagę, staram się więc wrócić do słuchania i rozpoznać wątek przewodni. Na szczęście narracja prowadzona jest z dynamiką „Mody na Sukces”, to znaczy stoi w miejscu. Dalej rozważamy przyczyny podwójnej moralności Mateusza bawiącego się zabawką dziecka, którego podobno nie lubi.

Moje myśli znowu porzucają dziecięcy świat rozsypujących się przyjaźni i zawieranych na nowo paktów i szybują niepowstrzymane w kierunku farby kredowej w puszce, którą przyniósł kurier, a którą zamierzam dzisiaj przetestować na starej szafce kuchennej.

– No to dobrze – mówi Sylwia. – I taki mam pomysł. Mogłabyś napisać, że teraz się zgodziłaś. To znaczy nie musisz tego podpisywać imieniem i nazwiskiem, ani nawet imieniem, tylko napisz, że się zgodziłaś.

Mój nowy telefon spadał kiedyś w dół, szybką prosto na kamienie. Wydawało mi się, że to jest ten poziom stresu, którego nie da się przekroczyć. Staram się przypomnieć sobie, na co przed chwilą się zgodziłam, i nie mam pojęcia! Wiem, że zastanawiałam się, czy mam jakiś odtłuszczacz, który mogłabym zastosować przed nałożeniem farby, a potem chyba chodziło o breloczek z kotkiem.

– Wiesz – słyszę ponownie – na kartce tak tylko zapiszesz, że za swoją kasę od babci, mogę sobie kupić kiczowaty breloczek z kotem. I ty pójdziesz ze mną po szkole do kiosku, gdzie te breloczki są sprzedawane.

Tak powiedziałam, faktycznie. „Kiczowate koty” brzmią zupełnie jak moje określenie.

– No pójdziemy – odpowiadam. – Dlaczego mam to zapisywać?
– Zauważyłam, że wy często zapominacie o różnych rzeczach, na które niechętnie się zgadzacie. Pamiętacie tylko o takich przydatnych i pomagających w nauce. Jak zapiszesz, to będzie ci trudniej zapomnieć. Nie przejmuj się, wszyscy dorośli tak mają.

I tak oto moje dziecko odkryło biurokrację. Teraz ja podpisuję zgody, a ona składa podania.

Komentarze