Mam romans z Keanu, true story.

Nie mam zdjęcia Keanu, bo jest strasznie niefotogeniczny. Spotykamy się zawsze w takim domku obok wodospadu. True story.

Nie mam zdjęcia Keanu, bo jest strasznie niefotogeniczny. Spotykamy się zawsze w takim domku obok wodospadu. True story.

Mój mąż mówi, że mam nie nabijać się z niego w Internecie, bo on zacznie nabijać się ze mnie i wyciągać żenujące fakty. Bardzo bym tego nie chciała. Mógłby napisać chociażby, że ostatnio zrobiłam wspaniały obiad, makaron ze szparagami i cukinią, i kiedy jedliśmy go na tarasie w słońcu pięknie zachodzącym na pomarańczowym niebie, zaczęłam rechotać jak zarzynany prosiak, a kawałek cukinii omal nie wypadł mi nosem. Tego chciałabym uniknąć, opowiadania takich historii. Mam tu przecież wizerunek damy.

Dlatego przeredagowałam trochę wpis, który, moim zdaniem, dużo na tym zyskał, jednocześnie niewiele tracąc.

Wokół mnie kręci się traktor; wygląda zupełnie jak lokomotywa z „Tomka i przyjaciół” i jeździ po torach. Wiem, że jest traktorem, bo robi „tyr, tyr, tyr”, a nie „stuk, stuk, stuk”.

 

Budzę się i nie mogę zasnąć. Mój kochanek, którym aktualnie jest Keanu Reeves, chrapie. Szturcham go delikatnie łokciem po żebrach i proszę, aby postarał się przestać.
– Chrapię, bo mam okres – Keanu mruczy przez sen. Chyba się nie dogadamy.

Rano próbuję zmierzyć się z okrutną rzeczywistością, to jest wyjść z łóżka, ale czuję się jak po imprezie harleyowców, podczas której przy włączonych silnikach nie szczędziliśmy whisky.

Z trudem utrzymuję równowagę, stojąc na jednej nodze i – trzymając kubek kawy w ręce – wpycham nogę w nogawkę. Noga się nie mieści. Wepchnęłam łydkę i dalej ani rusz.

Patrzę na metkę i zaczynam rozumieć, że spodnie z Reserved Kids mogą nie być moje. Poranki nigdy mi nie wychodzą.

W drodze do szkoły moje dziecko co chwilę zerka smutnie na swój zapięty na ostatnią dziurkę dziecinny pasek.
– Co jest? – pytam, bo nie da się iść, kiedy ktoś z niemym wyrzutem patrzy ciągle na swój pasek.
– Ach, zazdroszczę ci bycia dorosłym człowiekiem. Nie musisz bać się każdego dnia, że znowu urosłaś i twój ulubiony pasek się nie zapina.
– Wiesz, dlatego dzieci nie mają prawa wyborczego? – odpowiadam. – Bo czasem niczego nie rozumieją. Lęk przed niedopinającym się paskiem towarzyszy nam przez całe życie.
– Zawsze? – pyta Sylwia. – To smutne – dodaje po chwili, ale chyba jej lżej, bo zaczyna patrzeć na przechodniów i zastanawiać się, czy rzeczywiście każdy z nich budzi się z obawą, że już się w coś nie mieści.
– Z większej perspektywy życie to tak naprawdę pasmo smutku i lęku, przerywane epizodycznym szczęściem – tłumaczę.
– Naprawdę?
– Nie, raczej nie, ale to dobrze brzmiący frazes. Może kiedyś napiszę książkę, w której zacznę wyrzucać z siebie podobne banały, zupełnie jak tę cukinię nosem.
– To było śmieszne – stwierdza Sylwia.
– To było właśnie epizodyczne szczęście.
– A opowiadałam ci, co kiedyś wujek wypluł nosem?
– Tysiąc razy…
– To opowiem jeszcze raz – podsumowuje i zaczyna historię, której Wam nie opowiem.

Ale może kiedyś opiszę podobną i będę uparcie twierdzić, że przytrafiła się mojemu kochankowi Keanu. Wtedy możecie mi nie wierzyć.

 

Komentarze