O budowaniu bomby wodorowej.

Nie znalazłam na stocku zdjęć bomby wodorowej więc wklejam zdjęcie galopującego królika

Pierwszą rzeczą, jaką robi moje dziecko po wdrapaniu się do samochodu, jest zapięcie pasów, a kolejną przechwycenie mojego telefonu i wyłączenie audiobooka/podcastu, którego słucham.

Przyjemny i kojący głos lektora zamienia zazwyczaj na Lilly Allen i piosenkę z brzydkim słowem na „F”. Zaczyna śpiewać, pomijając wszystkie brzydkie słowa oraz te, których nie zapamiętała, więc ogólnie śpiewa niewiele,. Brzmi to jakoś tak: „Uuu u uu very, very much…Cause we hate what you do and uu uuuu uuu uuu uu”.

To nie tak, że od zawsze byłam złą matką. Przez pewien czas walczyłam, sugerowałam, że powinna słuchać muzyki dla dzieci, jednak kiedy jedyną alternatywą, jaką Sylwia znalazła dla Lillly Allen, było „Ona tańczy dla mnie”, ustaliłyśmy, że ma nie śpiewać słowa na „F” i tyle. Tak też robi, a po każdej wymruczanej zwrotce dopytuje, czy da się ten tekst przerobić w taki sposób, aby przeszedł cenzurę szkolnego talent show, bo jeśli tak, to wtedy na pewno by wygrała.

Niszczę karierę piosenkarską mojej latorośli i stanowczo wybijam jej ten pomysł z głowy, stając się coraz bardziej nerwowa. Płyta, której słuchamy, jest moją płytą „na bieżnię” i ilekroć słyszę ją w innych okolicznościach, mam wrażenie, że powinnam zacząć biec. Biec nie mogę, bo prowadzę samochód, co tylko zwiększa moją frustrację.

Jakie więc było moje zdziwienie, kiedy dzisiaj, trzymając telefon w dłoni, Sylwia zapytała, o czym ja właściwie słucham:

– O budowaniu bomby – odpowiedziałam, bo taki był stan faktyczny.

– Budowaniu takiej bomby domowej?

– Raczej nie, w domu nie udałoby nam się takiej zbudować.

– Dlaczego? Masz trzy zapalniczki – w tej białej na balkonie mogłybyśmy taką zrobić!

DSC_2447

Wielokrotnie próbowałam namówić Sylwię na tworzenie wspólnego rękodzieła, w efekcie ja wyszywałam miśkom oczka i przyszywałam małe uszka do wypełnionej watą główki, a moje dziecko pytało, czy może już włączyć Playstation. No, ale widać bomba to co innego.

– Słucham o bombie wodorowej – mówię. – Musiałybyśmy wzbogacić uran, a to nie jest proste.

– Ale mamy już zapalniczki – odpowiada.

– Bomby atomowej nie odpala się zapalniczką, zresztą nie wiem, jak wzbogacić uran plutonem. Nie wiem też, jak doprowadzić do wybuchu. Raczej nie jest to powszechnie dostępna wiedza, bo są ludzie, którzy takiej wiedzy mieć nie powinni.

– Przesadzasz – odpowiada moje dziecko. – Na YouTube jest pełno filmów, w których pokazują, jak coś zrobić: przykleić sztuczne rzęsy, zrobić origami, grać w „Wiedźmina”… Na pewno jest film, jak zrobić tę twoją bombę.

Teraz zastanawiam się, co mówi o mnie moja historia przeglądarki, i trochę się niepokoję.

 

Komentarze